Archiwum dla Styczeń 2010

29
Sty
10

29 No More Violence

Piosenka dzisiejszego wieczoru (propsy dla Kamy :*):

Lubię to zdjęcie. Mroźne (-15), a zarazem słoneczne wtorkowe wagarowe, w sumie, przed-popołudnie, a pod nami kilkucentymetrowa warstwa lodu i woda. Woda i jeszcze więcej wody. Wkrótce więcej na ten temat (może).

Reklamy
20
Sty
10

28 Podróże małe i duże

Na początek:

Podróż z brązowymi torebkami, które już świat zwiedziły cały.

Taaaa, wiele godzin i wiele kilometrów.

Pociąg oczywiście z planowym opóźnieniem, a taka ładna godzina…

Nooo tak, strach się bać tych pustek.

Czas mijał powoli.

Ulubiona zawsze i wszędzie, obojętnie czy to Gdańsk, Tczew, Warszawa czy Kędzierzyn.

Jeah! Z serii „może kiedyś będę miała lustrzankę i będę robić supcio bokeszki!”.

Ooooo, ale fajnie! Ja chcę nad morze.

Już prawie…

„Ciara, ja jestem po prostu mądra, zdaję maturę z WOSu i czytam gazety więc nie patrz tak na mnie i zajmij się sobą, ok?”

Sialalala, mam rozmazaną twarz!

Bleee, szybowe rozmazy.

Fotelowe rozmazy.

Szybowe uśmieszki.

Szybowe zdziwienia.

Fotelowo-szybowe podniety.

Padało.

Lało.

Katowice witają z „Gazetą Wyborczą”.

Osesek!

Tak, oczywiście… Dziecięce H&M’owe majteczki. Ha, w końcu jestem pedofilem, cnie?! 😀

Klapeczki.

Ok, ok, nawet ja nie wiem o co chodzi.

I łowimy pieniążki, łowimy, taaak, tam na pewno jest dolar! Tam jest normalnie zielony banknot! <frajerki>

Chwile zagubienia i odnalezienia.

Pierwsza została zakupiona pasta do zębów, zapomniana (x2), a potem KILKA rzeczy w delikatesach ❤ Po burżujsku. Pora na nasze małe gdańskie cztery kąty, do których miałyśmy zaszczyt przyjechać po koncercie o 2 w nocy taksówką i zapłacić za to… 45 zł ;<

Oj Kama, Kama.

Jest super, jest super i mamy burżujskie bagietki z burżujskich delikatesów.

Tak, miałyśmy też pomidora, a następnego dnia przez nieuwagę zostawiłyśmy w lodówce na pastwę losu serek ziarnisty.

Nasz Gdańsk zza okna. Grzmiało, błyskało. Strach przed czymkolwiek, przed deszczem na koncercie, który… w ogóle nie padał. Później aparatu już przy sobie niestety nie miałam…

Tramwaj, a potem był spacer długi brzegiem morza. Świeciło słońce, morze było w miarę ciepłe (?!) 😀 Siedzenie na piasku na jakimś specjalnym dodatku do trójmiejskiej „Gazety Wyborczej” z okazji koncertu… I przeskakiwanie przez to coś niebieskiego, co wpływa do Bałtyku. Tak, Kama wpadła do wody i miała mokre spodnie.

Nasz obiad na jelitkowskiej ławeczce pod Biedronką, a potem trud wracania i radzenie się kierowców autobusów aż w końcu – jazda najbardziej naładowanym tramwajem na miejsce. Aha, wcale nie kupiłyśmy dwóch czekolad tylko JEDNĄ ;<

Nr. sys.: 666 oO

Godzina? 20? Przed stocznią, przed wejściem na nasz Sektor B miła kolej rzeczy… I zyskałyśmy bilety Golden Circle 😀

Następny dzień to dzień powrotu. I uparłyśmy się na Tortillę w… GDYNI. To było naprawdę trudne do wykonania.

Tym razem kilka przystanków trolejbusem.

Mniam.

I niestety…

Było po prostu niesamowicie, jeśli o samą Kylie Minogue chodzi. Wizualizacje p-o-w-a-l-a-ł-y. Szczególnie jak miało się to wszystko na wyciągnięcie ręki (2 rząd jupi! :D) Na koniec (w najlepszej wersji jaką tylko mogłam znaleźć):

04
Sty
10

27 Żołądkowa Time

18 grudnia. To się skończyło w łóżku <mwahahaha> ^^ :* Ależ stare dzieje. Z tym uśmieszkiem od ucha do ucha to nie wiem co mnie wtedy naszło 😮

After all.