Na początek:
Podróż z brązowymi torebkami, które już świat zwiedziły cały.
Taaaa, wiele godzin i wiele kilometrów.
Pociąg oczywiście z planowym opóźnieniem, a taka ładna godzina…
Nooo tak, strach się bać tych pustek.
Czas mijał powoli.
Ulubiona zawsze i wszędzie, obojętnie czy to Gdańsk, Tczew, Warszawa czy Kędzierzyn.
Jeah! Z serii “może kiedyś będę miała lustrzankę i będę robić supcio bokeszki!”.
Ooooo, ale fajnie! Ja chcę nad morze.
Już prawie…
“Ciara, ja jestem po prostu mądra, zdaję maturę z WOSu i czytam gazety więc nie patrz tak na mnie i zajmij się sobą, ok?”
Sialalala, mam rozmazaną twarz!
Bleee, szybowe rozmazy.
Fotelowe rozmazy.
Szybowe uśmieszki.
Szybowe zdziwienia.
Fotelowo-szybowe podniety.
Padało.
Lało.
Katowice witają z “Gazetą Wyborczą”.
Osesek!
Tak, oczywiście… Dziecięce H&M’owe majteczki. Ha, w końcu jestem pedofilem, cnie?!
Klapeczki.
Ok, ok, nawet ja nie wiem o co chodzi.
I łowimy pieniążki, łowimy, taaak, tam na pewno jest dolar! Tam jest normalnie zielony banknot! <frajerki>
Chwile zagubienia i odnalezienia.
Pierwsza została zakupiona pasta do zębów, zapomniana (x2), a potem KILKA rzeczy w delikatesach <3 Po burżujsku. Pora na nasze małe gdańskie cztery kąty, do których miałyśmy zaszczyt przyjechać po koncercie o 2 w nocy taksówką i zapłacić za to… 45 zł ;<
Oj Kama, Kama.
Jest super, jest super i mamy burżujskie bagietki z burżujskich delikatesów.
Tak, miałyśmy też pomidora, a następnego dnia przez nieuwagę zostawiłyśmy w lodówce na pastwę losu serek ziarnisty.
Nasz Gdańsk zza okna. Grzmiało, błyskało. Strach przed czymkolwiek, przed deszczem na koncercie, który… w ogóle nie padał. Później aparatu już przy sobie niestety nie miałam…
Tramwaj, a potem był spacer długi brzegiem morza. Świeciło słońce, morze było w miarę ciepłe (?!)
Siedzenie na piasku na jakimś specjalnym dodatku do trójmiejskiej “Gazety Wyborczej” z okazji koncertu… I przeskakiwanie przez to coś niebieskiego, co wpływa do Bałtyku. Tak, Kama wpadła do wody i miała mokre spodnie.
Nasz obiad na jelitkowskiej ławeczce pod Biedronką, a potem trud wracania i radzenie się kierowców autobusów aż w końcu – jazda najbardziej naładowanym tramwajem na miejsce. Aha, wcale nie kupiłyśmy dwóch czekolad tylko JEDNĄ ;<
Nr. sys.: 666 oO
Godzina? 20? Przed stocznią, przed wejściem na nasz Sektor B miła kolej rzeczy… I zyskałyśmy bilety Golden Circle
Następny dzień to dzień powrotu. I uparłyśmy się na Tortillę w… GDYNI. To było naprawdę trudne do wykonania.
Tym razem kilka przystanków trolejbusem.
Mniam.
I niestety…
Było po prostu niesamowicie, jeśli o samą Kylie Minogue chodzi. Wizualizacje p-o-w-a-l-a-ł-y. Szczególnie jak miało się to wszystko na wyciągnięcie ręki (2 rząd jupi!
) Na koniec (w najlepszej wersji jaką tylko mogłam znaleźć):
<3






































pozdróżnik ; **
dozorca PKP haha ^^
; **
a ogÓlnie to sweEeEeeEt nOoOocia jeeee beJbe sHaleJesH ^^ ; ***
<3333333333
No ładnie ładnie, dobre foty i dobra strona. Pozdrawiam